Save Preloader image

0%

Sekretariat w Ludźmierzu

ul. Jana Pawła II 116,
34-471 Ludźmierz

tel. kom. 530 386 403

Pn. - Pt. 900 - 1500

Slider

Aktualności Związku Podhalan w Polsce

Jesteś tutaj:
WYWIAD Z WŁADYSŁAWEM MOTYKĄ O KSIĄŻCE “BESKIDY I TATRY STRAŻ GÓRALSKIEJ WATRY”, GÓRALSZCZYŹNIE I GÓRALACH!

WYWIAD Z WŁADYSŁAWEM MOTYKĄ O KSIĄŻCE “BESKIDY I TATRY STRAŻ GÓRALSKIEJ WATRY”, GÓRALSZCZYŹNIE I GÓRALACH!

Serdecznie zapraszamy do zapoznania się z wywiadem z Władysławem Motyką, autorem książki “Beskidy i Tatry straż góralskiej watry”. Wywiad przeprowadziła Prezes Beskidzkiego Towarzystwa Oświatowego Anna Motyka.

Anna Motyka: To już 8 książka?
Władysław Motyka: To już moja 8 książka, a już niektórzy pytają, kiedy jubileusz, czyli 10-ta (uśmiech).

A.M.: Niemniej jednak, jest to ważna książka?
W.M.: Osobiście uważam, że tak. Z jednej strony zwieńczenie ważnego etapu mojej działalności społecznej na rzecz odrodzenia tradycyjnej kultury góralskiej oraz Związku Podhalan na Żywiecczyźnie, a z drugiej strony, pokazanie znaczenia tego ruchu dla kultury szeroko pojętej, narodowej i tej lokalnej, o czym wielu ludzi i to w kręgu elit czy badaczy, nie ma zbyt szerokiego pojęcia.

A.M.: „Beskidy i Tatry straż góralskiej watry” tytuł jest bardzo piękny, ale przybliżmy może czytelnikom czego dotyczy książka?
W.M.: Tytuł sugeruje, łączność między Tatrami a Beskidami, z kolei drugi element, który rymuje się z pierwszym, ukierunkowuje na pewną wartość, która się w tej łączności kryje. Beskidy i Tatry, czyli jakbyśmy powiedzieli stanice tego, co najlepsze w górach. Tam gdzie watra, płomień, czyli coś żywego, symbolicznego i działalność, mobilizacja. Aktywność górali, 100 lat temu i współcześnie pokazuje, że ludzie potrzebują tego co swojskie, a co również ma związek z dobrem szerszym, ogólnym, narodowym i myślę, że ta książka jest o tym. O takiej lokalnej działalności, która przekracza granice i która w końcu ma szersze znaczenie, uniwersalne. W taki sposób można powiedzieć o działalności, którą podjął kiedyś Związek Podhalan, nie tylko na Żywiecczyźnie, ale w całym paśmie Karpat polskich. Tu pokazuje się wiele wątków, zagadnienie społeczne, kulturowe, patriotyczne, religijne, gospodarcze, tych wątków można by mnożyć, gdyż jest to taka działalność, jak bogate jest życie.

A.M.: Książka została napisana z myślą o 90 – leciu Związku Podhalan na Żywiecczyźnie, jednak nie dotyczy tylko Żywiecczyzny, dlaczego?
W.M.: Dotyczy szerszego zagadnienia, a w szczegółach na przykładzie Żywiecczyzny ten szerszy aspekt pokazuje, gdyż trzeba było podeprzeć się przykładami. Jubileusz na Żywiecczyźnie był dobrą okazją, by przypomnieć i przybliżyć ludziom, a szczególnie Młodym, gdyż książka jest im dedykowana – „Młodym, ku pamięci i odwadze”, ażeby mieli świadomość przeszłości, która stworzyła dobre podwaliny do tego, co w tej chwili się dzieje. Jeżeli rzecz trwa w dłuższym przedziale czasu i nawet jeśli w pewnym momencie przytłumiona, odradza się, wraca, to znaczy, że jest naprawdę wartościowa i dobrze osadzona w społecznym zakorzenieniu, w tym co ludzi porusza i do czego wracają, do czego mogą się odnieść w swoich postawach. Z jednej strony jest to umiłowanie swojszczyzny, tego co bliskie i piękne, odziedziczone po przodkach, a z drugiej zachęta do osobistego zaangażowania i odnalezienia siebie w tej małej cząstce, szerokiego, wspólnego dobra.

A.M.: Byłam świadkiem, jak znajomi z Podhala byli mocno zadziwieni, jak prężnie działał Związek Podhalan na Żywiecczyźnie, jak wiele łączy obie ziemie osób i spraw, te związki, ta książka pięknie pokazuje…
W.M.: Górale mają to do siebie, że są otwarci i zdolni do wielkich wyzwań. Wszędzie, gdzie mają swoje siedziby w górach, musieli je na korzeniu tworzyć. Te góralskie gniazda powstawały z ich pracy, bardzo ciężkiej pracy, a że życie nie znosi tylko ciężkiej roboty, to także potrzebuje oddechu. I w tej ciężkiej pracy zawiera się też oryginalna kultura, materialna i duchowa, którą górale stworzyli. Ten wątek już sytuuje nas, nie tylko w jakimś konkretnym miejscu, wsi na Żywiecczyźnie, w Beskidzie Śląskim, pod Babią Górą, na Orawie, Spiszu, czy Podhalu pod Tatrami, ale ogólnie w całych Karpatach. Bo kultura góralska ma karpacki rodowód. To jest piękne dziedzictwo europejskie, Europy Środkowej, które za sprawą Wołochów, tych pasterzy, którzy Karpatami wędrowali przez stulecia, wytworzyło taki fenomen, którym jest góralszczyzna. A że na ten proces nakładały się lokalne uwarunkowania i tradycje, doszło do takiego bardzo dobrego zejścia się, tej tradycji, szerszej, pasterskiej, z tym co tu było już ugruntowane pewną tradycją narodową. Proces ten, marsz w góry był bardzo długi w czasie. To co mamy dzisiaj, w XXI wieku, formowało się stopniowo, i w górach tam gdzie najpóźniej te osady powstawały, wytworzyło się coś oryginalnego, jedynego w swoim rodzaju. Wołosi, wędrując z Bałkanów, przez Siedmiogród, stopniowo zasiedlali Karpaty. Jedni zatrzymywali się na wschodzie, inni szli na zachód aż po Morawy. I to jest najciekawsze, że z jednej strony asymilowali się w środowisku, w którym zostali, a z drugiej strony potrafili narzucić nowemu otoczeniu bogactwo swojej kultury, i umiejętności gospodarowania w górach. I to jest właśnie ten fenomen, który zyskał w naszym przypadku taki piękny polski koloryt, to co się nazywa góralszczyzną polską. I do tych początków kultury góralskiej, kiedyś sto lat temu nawiązywali rodowici wykształceni górale, czyli jakbyśmy powiedzieli dzisiaj, góralscy inteligenci. Mieli oni koncepcję jakiejś szerszej organizacji, jednoczącej górali i dziś okazuje się, że byli wizjonerami, bo to, co wymyślili 100 lat temu, sprawdza się i teraz. I po nich, kolejne pokolenia, stopniowo, w całej burzliwej historii XX wieku, rozwijały tę ideę, by Związek Podhalan był organizacją całej góralszczyzny polskiej, wszystkich grup górali polskich. Dla mnie było to najwspanialsze odkrycie, że tamto pokolenie tych wykształconych górali, budując zręby tej organizacji tak ją widziało, jako całość. I to było wyzwaniem, aby wyjść z własnej, ciasnej dziedziny, po to, żeby się łączyć. I to jest najwspanialsze w tej organizacji, że Związek Podhalan, dobrze ulokowany w lokalnym środowisku, pilnując swojej tradycji, stał sie organizacją górali polskich, na szerszym obszarze, we wszystkich subregionach górskich. Pokazuje innym, że w jedności siła.

A.M.: Kiedy spełniła się ta wizja zjednoczenia górali polskich?
W.M.: Zrealizowała się dokładnie na początku XXI wieku, w 2005 roku. Jednak ten proces trwał dłużej, bo można przyjąć, że te zwiastuny, pojawiały się stopniowo od lat 70-tych XX wieku. Potem zwłaszcza od 1981 roku, Związek Podhalan, powołując swoich kapelanów, stał się nawet w skali Polski, organizacją bardzo dojrzałą i osadzoną mocno na fundamencie religii i tradycji. Trend na zjednoczenie przybrał na sile, w latach 90-tych XX wieku, gdy stowarzyszenia, wzorem okresu miedzywojennego, mogły na nowo samodzielnie pracować. Wtedy, we właściwym miejscu i wałściwym czasie, znaleźli się właściwi ludzie, nowe pokolenie działaczy góralskich, którzy podnieśli tę starą ideę zjednoczenia i w 2005 roku w Związku Podhalan znalazły się wszystkie 12 grup górali polskich!

A.M.: Jednym z tych ludzi, którzy byli na właściwym miejscu we właściwym czasie, byłeś Ty, wkładając mnóstwo pracy, w to by ta idea się zrealizowała…
W.M.: Na pewno trzeba takich Bożych szaleńców, pasjonatów, którzy szerzej na pewne sprawy patrzą. Myślę, że można podzielić dziś społeczników na dwie kategorie: jednych koncentrujących się na życiu swojej miejscowości, gminy czy powiatu, a z drugiej na tych, którzy między nimi szukają łączności. Mnie osobiście odpowiada ta idea szersza. Wynika to może z mojego doswiadczenia i wieloletniej pracy, poza Milówką i Żywiecczyzną. Szerokie kontakty pozwoliły mi na rozciągnięcie tej działalności na właściwie cały pas Karpat polskich, czyli górskie województwa południowe oraz wiele innych miejsc i środowisk w kraju. Myśle, że z tego bierze się siła, rozmach, i ważność Żywiecczyzny w procesie łączenia góralszczyzny polskiej.

A.M.: Wróćmy na Żywiecczyznę, co ciekawego mieszkaniec powiatu żywieckiego, Milówki, znajdzie w Twojej książce dla siebie?
W.M.: Przede wszystkim taka uwaga, że góralski ruch regionalny był zapomniany, a z powodów ideologicznych i politycznych jakby wymazany z pamięci mieszkańców Żywiecczyzny. Związek Podhalan, jeden z najlepiej zorganizowanych tutaj ruchów, po II wojnie światowej wyparował z pamięci mieszkańców. A przecież na dorobku Związku, na pracy jego przedwojennych działaczy, w okresie PRL-u bazowały miejscowe zespoły regionalne, które w tamtej epoce powstawały. Przez długie lata była taka sytuacja, że coś jest, ale skąd się wzięło, jakie były poczatki, kto nad tym pracował, o tym się zupełnie nie mówiło. I w taki sposób z naszej pamięci, zniknęło wiele wybitnych osobowości, wielka rzesza ludzi oddanych góralszczyźnie, kulturze i pracy społecznej. Książka przypomina te sylwetki, lokuje je w jakimś procesie i pokazuje ich znaczenie sięgające poza Żywiecczyznę. Generalnie trzeba powiedzieć, że to dzięki takiemu ruchowi jakim był Związek Podhalan, Żywiecczyzna w okresie II Rzeczypospolitej została wypromowana. Od tego czasu datuje się szersze zainteresowanie Żywiecczyzną i jej obecność w kulturze polskiej. Postacie, które przypominam w książce, a które miały niebagatelne znaczenie dla Związku Podhalan, są to postacie wydobyte po wielu dziesiątkach lat na światło publiczne i pokazane jako osobowości, wokół których grupowała się praca społeczna i kulturalna.

A.M.: Czy można przytoczyć przykłady tych postaci?
W.M: To na przykład dr Adam Matuszek z Żywca, jeden z twórców Zwiazku Podhalan. Zaznaczył się mocno w środowisku akademickim Krakowa, następnie w Korbielowie, gdzie razem z żoną fundowali kościół przed wojną, a za ich sprawą powstawały Ogniska ZP w dorzeczu Koszarawy. Czy Władysław Pieronek z Radziechów, który prowadził wzorcową pracę Związku Podhalan, wręcz przykładową, wyrównaną, konsekwentną. Nie było tak, że coś się tworzy, jest zapał, a potem słabnie i może się podniesie albo się nie podniesie. To była praca przemyślana, prowadzona regularnie z rozmachem, obejmująca wszystko, czym ludzie wtedy żyli, nie tylko sprawy kultury, ale najpowszechniejsze sprawy dnia powszedniego, podnoszenie poziomu życia ludzi, do wymiaru, który byłby w stanie zwrócić uwagę ludzi z zewnątrz, rozwój turystyki, dbanie o infrastrukturę, rozwijanie wczasów letnich. To były sprawy, teraz oczywiste, ale wtedy pionierskie, to wszystko za sprawą ich się rodziło. Czy Józef Szczotka, z Milówki, nauczyciel, najsłynniejszy góral żywiecki, artysta, o którym rok temu napisałem książkę na 50-lecie jego śmierci. Za parę lat, w zdaniu, że był to dobry nauczyciel, wychowawca i kierownik zespołu regionalnego, w tym by się całe jego życie zmieściło. A okazało się, że ono było takie bogate, że samo w sobie było materiałem na odrębną pozycję książkową.

A.M.: Nakład książki o Józefie Szczotce wyczerpał się, ale dla tych, którzy nie zdążyli nabyć tego wydawnictwa, z pewnością wartościową pozycją będą „Beskidy i Tatry straż góralskiej watry”…
W.M.: Książka o Józefie Szczotce wywołała żywe zainteresowanie w środowisku, być może przez to, że miała także wyjątkową szatę graficzną, wspaniałe stare fotografie oraz płytę z autentycznymi nagraniami muzyki i godek w wykonaniu bohatera. Ci, którzy nie mieli szczęścia nabyć tej książki, będą mogli wrócić do postaci Józefa Szczotki, w książce “Beskidy i Tatry”, której jest jednym z bohaterów. Będzie to naprawdę gratka dla tych, którzy chcieliby Go poznać, oraz mieć coś o Nim w domu, w podręcznej biblioteczce.

A.M.: Książka o Józefie Szczotce miała wyjątkową szatę graficzną i mnóstwo zdjęć, to samo z pewnością można powiedzieć o książce “Beskidy i Tatry straż góralskiej watry…
W.M.: Jeżeli po paru latach poszukiwań i pracy nad tą książką, udało się od wielu osób wydobyć cenne pamiątki i materiały, które są po raz pierwszy publikowane w tej książce, to byłoby zaniedbaniem, wydać ją byle jak. Dlatego ta książka, na co zwracają uwagę ludzie, którzy ją mają lub mieli z nią kontakt, jest równie pięknie i starannie wydana. Jeżeli mówimy o jakimś bogactwie, to bogactwo musi także mieć wizualny, zewnętrzny wymiar i w tej książce czytelnicy to odnajdą. Na ponad 400 stron całości, jest około 100 stron fotografii, które prawdopodobnie, zwłaszcza te dotyczące dawniejszego okresu, nie zostałaby opublikowane i nikt nie miałby nigdy okazji ich poznać. To było wyzwanie, aby taką piękną oprawę dla tych ludzi i ich dorobku stworzyć i to się udało. To robi wrażenie, kiedy się pokazuje tych ludzi, w szerszym kontekście wraz z innymi góralami, na tych szerszych forach, gdzieś w Polsce, na ważnych wydarzeniach. W takich kategoriach współczesnych, marketingowych, już również wtedy myślano i starano się, by z tą góralszczyzną iść w świat i pokazywać ją drugim. A współczesna Żywiecczyna równie prężnie i bogato prezentuje się w tej książce. Żywiecczyzna jest tym obszarem góralszczyzny, bez którego nie byłoby tej jedności górali polskich. W tej książce, w podsumowaniu szczególnie podkreślam dwie sprawy: że bez Związku Podhalan, nie byłoby już góralszczyzny żywieckiej, gdyż za sprawą tej organizacji, ta góralszczyzna się odradzała i została zachowana, a druga rzecz, że bez góralszczyzny żywieckiej nie byłoby Związku Podhalan jako organizacji górali polskich, gdyż to górale żywieccy, przez swoją działalność potrafili przyciągnąć do Związku inne grupy górali polskich, które w przeciwnym razie by się w Związku nie znalazły, gdyż nie miałby kto ich do niego specjalnie przyciągnąć. Ta idea Związku trafiła do gustu, naszym sąsiadom, którzy są razem z nami w Związku, mówię o Góralach Śląskich, Góralach Czadeckich, Góralach Babiogórskich, I o innych inicjatywach, z którymi wychodzimy poza granicę, na Słowację, do Czech, na Zaolzie, tak jakbyśmy otwierali na nowo te zarośnięte chodnicki, za naszą sprawą to się dzieje. Na stulecie Związku Podhalan, które będzie miało miejsce w 2019 roku, stawiam zadanie – przynajmniej 100 Oddziałów Związku. Teraz mamy ich blisko 90, to niech będzie na 100 – lecie, 100 oddziałów, albo 101.

A.M.: Tak to Boze dej! Dziękuję za rozmowę!
W.M: Proszę, pozdrawiam wszystkich i oczywiście zachęcam do tego, by przez nabycie książki, mieć współudział w tym procesie rozwoju góralszczyzny. To na tym polega, że nie trzymamy tego dla siebie, nie chcemy być jakimiś wyłącznymi depozytariuszami tej tradycji, tylko chcemy, by ta tradycja była udziałem szerzej, tu mieszkańców Żywiecczyzny, ale w ogóle wszystkich tych, którzy doceniają wagę takiej działalności i którzy umiłowali góry i górali. Dziękuję za rozmowę!

Zachęcamy do nabycia książki w galerii Beskidzkiego Towarzystwa Oświatowego w Milówce, czynnej od poniedziałku do soboty, z wyjątkiem śród, od 9 do 12, przy ul. Jana Kazimierza 128, w Domu Katolickim. A także za pośrednictwem telefonu, pod numerem: 508 352 005, lub internetu pod adresem mailowym: btomilowka@gmail.com. Ksiażka „Beskidy i Tatry straż góralskiej watry“ może być idealnym prezentem na Święta, zapraszamy!

Źródło: Beskidzkie Towarzystwo Oświatowe, Milówka, 2016

http://www.btomilowka.org/149-wywiad-z-wladyslawem-motyka-o-ksiazce-beskidy-i-tatry-straz-goralskiej-watry-goralszczyznie-i-goralach