Save Preloader image

0%

Sekretariat w Ludźmierzu

ul. Jana Pawła II 116,
34-471 Ludźmierz

tel. kom. 530 386 403

Czwartek: 1500 - 1800

Poniedziałek - środa, piątek: 1500 - 1800
- kontakt telefoniczny lub mailowy

Slider

Aktualności Związku Podhalan w Polsce

Jesteś tutaj:
Ostatnia droga śp. Józefa Staszla

Ostatnia droga śp. Józefa Staszla

Na nowotarskim cmentarzu odbył się wczoraj 3.11.2021r. pogrzeb Józefa Staszla – słynnego działacza regionalnego, nauczyciela i wychowawcy kilku pokoleń młodzieży, lutnika, instruktora, Honorowego Prezesa i Honorowego Członka Związku Podhalan. “Tracimy wielkiego przyjaciela i wychowawcę wielu pokoleń Podhalan, budziciela kultury góralskiej w Mieście, człowieka honornego i zacnego gazdę” – tak pisał o zmarłym zarząd nowotarskiego Oddziału Związku Podhalan. W ostatniej drodze towarzyszyli Józefowi Staszlowi mieszkańcy całego Podhala.

Rodzina Józefa Staszla postanowiła przypomnieć, jak w górskiej dziedzinie wygląda ostatnia droga zacnych gazdów. Dzisiejszy pogrzeb był godny zasług wielkiego regionalisty dla swojej rodnej ziemi; dla góralszczyzny, w której był zakorzeniony, rozmiłowany i pracował dla niej przez całe długie życie. Był hołdem za wszystkie dzieła i zostawiony przykład.

Trumna tylko z gałązką kosówki i góralskim kapeluszem na wieku wróciła do domu gospodarza, na chwilę modlitwy i pożegnania progów. Stamtąd dopiero powiozły ją kasztany Kokoszkowem, ulicą św. Anny pod cmentarne wzgórze. Powiozły z muzyką, bo przedni muzykancio z Podhala skrzyknęli się, by towarzyszyć w ostatniej drodze prymiście i lutnikowi. Temu, który tyle lat brał skrzypce do ręki i trzy pokolenia, od małego, uczył wodzić smykiem po strunach. Temu, który stu muzykantów zebrał i przygotował, by witali Białego Pielgrzyma na nowotarskim lotnisku.

Kondukt przemierzający ulice prowadził ks. Władysław Zązel, a nim inni kapelani Związku Podhalan. Przechodnie spieszący w różne strony, na taki widok często stawali w szacunku i zdumieniu. Część pocztów sztandarowych z delegacjami oddziałów towarzyszyła zmarłemu już od domu.

Do kościółka owianego zbójnicką legendą górale dźwigali trumnę na własnych ramionach. Jakby na znak, że teraz oni muszą podjąć, ponieść dalej dzieło swojego luminarza i przyjaciela, Tischnerowskiego Anaksymenesa.

Koncelebrze również przewodniczył ks. Władysław, a homilię ks. prałata Mieczysława Łukaszczyka uczestnicy pogrzebu zapamiętają jako wezwanie do baczenia, ile warta jest ludzka tożsamość – mocna jak korzenie, co nie pozwalają człowiekiem miotać światowym zawieruchom.

Na końcu żałobnej Mszy żegnali swojego druha, Honorowego Członka i Honorowego Prezesa przedstawiciele Związku: prezes Zarządu Głównego – Julian Kowalczyk, wymieniając długi rejestr zasług Józefa Staszla dla regionalnego ruchu i prezes nowotarskiego Oddziału Wojciech Groń, który jeszcze trzy tygodnie przed śmiercią odwiedził go, przynosząc Medal Stulecia.

– Bardzo był już słaby, ale rozmawiał przytomnie, nie chciał się położyć, skoro ma takiego gościa… – mówił szef „miastowych” górali. – Dopytywał, co słychać w Oddziale. Wielki, honorny, a taki wdzięczny innym za wszystko. Serce się ściska…

Wzruszający epizod przypomniał inny zasłużony dla góralskiej sprawy, Staszlów sąsiad i przyjaciel, Józef Różański. Mówił, jak się kiedyś Józef zasłuchał w skrzypcowe granie wnuka Kuby i w zadumie poprosił, żeby mu na pogrzebie zagrał tę samą melodię. Stąd w modrzewiowych ścianach kościółka zabrzmiało cudowne „Ave Maria”. Niejedna łza popłynęła.

Jaki las oddziałowych sztandarów z całego Podhala, Podtatrza, sztandarów szkół; ilu wdzięcznych członków zespołów zgromadził pogrzeb – widać było dopiero w pochodzie z kościółka do grobu. Jeszcze modlitwa kapłanów, jeszcze garście ziemi na trumnę, słowo Andrzeja Skupnia i spoczął Józef Staszel przy niezapomnianej Marii – towarzyszce wszystkich swoich pracowitych lat i dzieł. Oboje i z Maruszyny, i z Miasta. Oboje to kawał historii góralskiego ruchu, tworzenia i rozkwitu zespołów, wychowywania następców, zabiegania o edukację regionalną w szkołach, ambasadorowania góralskiej kulturze w Polsce i za granicą. Pamięci o tym wymazać się nie da, owoce starań widać wszędzie.

Muzyka długo grała na pożegnanie zacnemu gaździe nuty „Krywania” i „Kie Janicka wiedli od Lewoce”. Z wysokości cmentarza Tatry było widać jak na dłoni.

Źródło: https://nowytarg24.tv/